O mnie

 „ Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. 
Chodzi o to, że jedni całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają  na spotkanie swoich marzeń.”
Wojciech Cejrowski

Ubolewam nad tym, że ostatnimi czasy bardzo rzadko bywam na blogu, ale nie myślicie sobie, że wena mnie opuściła, a tematy się wyczerpały. Nic z tych rzeczy. Mimo, iż moja ręka wciąż niedomaga, a pisanie postów jest sporym wyzwaniem - to jednak bakcyl podróżowania ciągle ma włączoną funkcję "turn on":)

Chyba nie będziecie mieli nic przeciwko temu, jeśli w szóstą rocznicę założenia bloga zabiorę Was do Toskanii i opowiem o miejscach, które odwiedziliśmy podczas tegorocznego, czerwcowego urlopu. Pokażę Wam między innymi gospodarstwo agroturystyczne wraz z jego urokliwą okolicą, gdzie kręcono sceny do Gladiatora, odwiedzimy willę Bramasole, w której zupełnie przypadkowo zamieszkała Frances Mayers, autorka książki "Pod słońcem Toskanii", zajrzymy do słynnej kapliczki stojącej gdzieś w środku pola, itp...:)


Swoją drogą, różnorodność produkcji filmowych z Toskanią w tle jest naprawdę spora. Od komedii i filmów romantycznych, po thrillery i horrory. Od starożytności po czasy współczesne. Od lekkich i nieco banalnych obrazów, po kinowe superprodukcje. Podaję tylko kilka moich propozycji filmowych, ale jest ich o wiele, wiele więcej: "Pokój z widokiem", "Angielski pacjent", "Zapiski z Toskanii", "Życie jest piękne", "Gladiator", "Pod słońcem Toskanii", "Herbatka z Mussolinim", "Włoskie wakacje", "Ukryte pragnienia", itd....

Pierwszy raz odwiedziłam Toskanię trzy lata temu, na przełomie lutego i marca. Pogoda była wtedy całkiem przyzwoita i chociaż od czasu do czasu padało, to temperatura oscylowała w granicach 18 stopni - ale...... "gdyby tak wrócić tutaj w maju lub czerwcu byłoby wprost idealnie" - podpowiadało moje ego. 
No i stało się.  Wróciłam - w czerwcu. Miesiącu idealnym - kiedy jest słonecznie, zielono, bardzo ciepło i zupełnie bezdeszczowo. Jednym słowem Toskania o jakiej zawsze marzyłam:):)  
A teraz przechodzę do konkretów. Nasz plan podróży obejmuje 11-dniowy pobyt, w trakcie którego udało nam się jak zwykle sporo zobaczyć. Tym razem zabraliśmy ze sobą rowery i to był strzał w dziesiątkę. Jak powiada mój mąż "Rower w podróży oznacza wolność" i bezapelacyjnie muszę przyznać mu rację:):) Od wyjazdu z Polski zrobiliśmy około pięć tysięcy kilometrów /oczywiście nie na rowerze!!!/, chociaż należy dodać, że samochód również oznacza wolność.

Zatrzymujemy się gdzie chcemy i kiedy chcemy. Do tego dochodzi totalna niezależność od nikogo oraz niczego. Sami wybieramy opcje zwiedzania oraz czas przeznaczony na leniuchowanie - chociaż... w naszym przypadku leniuchowanie to raczej rzadkość. Jednak tym razem, oprócz napiętego jak to zazwyczaj bywa grafiku zajęć, dużo czasu poświęciliśmy na celebrowanie i smakowanie Toskanii. Oczywiście jadąc w jedno, wydawałoby się konkretne miejsce, zawsze po drodze musi być jeszcze to coś:):) Ruszamy więc przed siebie, a trasa naszej eskapady przedstawia się następująco: 

GARDA - FLORENCJA - SINALUNGA - PITIGLIANO - CORTONA - PIENZA - 

SIENA - VOLTERRA - MONTEFOLLONICO - RZYM - PADWA - AKWILEJA


Dzień 1 - GARDA I OKOLICA

Zazwyczaj w trasę wyruszamy na noc. Po pierwsze nie ma korków, a po drugie kolejny dzień można już poświęcić na zapoznanie się z topografią danej okolicy. Naszą włoską przygodę rozpoczynamy od miejscowości Riva del Garda. Nad tym bajkowo położonym jeziorem spędzamy około trzech godzin i to w zupełności wystarczy, żeby  przekonać się do tego miejsca w stu procentach i być może w przyszłości powtórzyć temat:)  A jaki jest najlepszy sposób na zapoznanie się z terenem? Oczywiście rower. Wskakujemy na nasze dwukołowce i ruszamy przed siebie, podziwiając rozpościerające się wokół pocztówkowe widoki. 
Wokół jeziora jest sporo miejscowości z zabytkową zabudową oraz dobrze zagospodarowanymi plażami żwirowymi z łagodnym zejściem do wody. Północna część  jest  bardziej górzysta i wietrzna dlatego systematycznie okupują ją windsurferzy.
W miasteczkach położonych nad Gardą nie brakuje dobrze zaopatrzonych wypożyczalni rowerów, a ścieżki są doskonale oznaczone i idealnie przygotowane do eksploracji okolicy. Spędzamy tutaj jedną noc, a rano ruszamy dalej....:)



Dzień 2 - SINALUNGA
To właśnie w tym miasteczku docelowo cumujemy i stąd codziennie wyruszamy na podbój Toskanii. Mieszkamy na szczycie wzgórza w uroczym kamiennym domku. Jak dla mnie absolutnie w grę nie wchodził jakiś nowoczesny hotel ze sterylnym wnętrzem. To zupełnie zaburzyłoby  moją idealną wizję wypoczynku, a przynajmniej jeśli chodzi o ten region Włoch. 
Nie dość, że "nasz toskański domek" jest cudownie położony  /gaje oliwne, winnice, aleje cyprysowe/, doskonale wyposażony, to jeszcze przysłowiową wisienkę na torcie stanowią przemili i bardzo życzliwi gospodarze, którzy na każdym kroku starają się umilić nasz pobyt.  Poranna kawka w ich cytrusowym ogrodzie smakuje wybornie.
Nie bez przyczyny obiekt ten ma bardzo wysokie notowania na booking com. Gdybym ponownie odwiedzała Toskanię, wróciłabym tutaj z ogromną przyjemnością.  Poza tym Sinalunga położona jest w samym "epicentrum" Toskanii, więc większość atrakcji w postaci sielskich widoków, uroczych kamiennych miasteczek, czy zielonych dolin  mamy na wyciągnięcie ręki.


Dzień 3 - PITIGLIANO

Znajduje się na południowym skraju Toskanii w prowincji Grosseto. Stare miasto usytuowane jest na tufowej skale wysokiej na 313 m n.p.m., a właściwie skalnym cyplu otoczonym zadrzewionymi dolinami wyciętymi w skałach przez rzeki Lente, Meleta i Prochio. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce, tym bardziej, że wizualnie kojarzy mi się z piękną, ale jednocześnie tragiczną historią Matery /tutaj/

Na Via San Michele nad stromym urwiskiem jest deptak z którego roztacza się  cudna panorama starego miasta górującego nad okolicą. Widok ciasno zbitych domów na urwisku skalnym robi ogromne wrażenie. Budynki wykonane z tego samego materiału co urwisko, niemal stapiają się ze skałą. Rzuca się w oczy akwedukt Medicich (niegdyś dostarczający wodę do miasta), a za nim wielka bryła pałacu Orsinich. 

Tuf wulkaniczny to rodzaj lekkiej, zwięzłej i zazwyczaj porowatej skały osadowej należącej do skał piroklastycznych, czyli składających się z piasku i popiołu wulkanicznego scementowanego spoiwem krzemionkowym lub ilastym. To niesamowite, że na czymś takim ludzie zbudowali swoje miasto oraz domy!!! 

Dzień 4 - CORTONA
 
Kiedy parę lat temu po raz pierwszy odwiedziłam Cortonę strasznie chciałam dotrzeć do posiadłości Frances Mayers, autorki zekranizowanej książki "Pod słońcem Toskanii" /film oglądałam co najmniej trzy razy/Niestety wtedy się nie udało. Tym razem nie dałam za wygraną. Po raz kolejny okazało się, że rower to rzecz niezastąpiona. Po około 20 minutach jazdy, z miejskiego parkingu docieramy na miejsce. Można powiedzieć, że filmowy scenariusz, w którym główna bohaterka remontuje starą willę  przekłada się na aktualną rzeczywistość. Teraz również trwa remont willi Bramasole.
Według mnie Cortona jest jednym z ładniejszych toskańskich miasteczek i uchodzi za najstarsze w Italii. Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów dotyczących Cortony oraz jej zabytków - zajrzyjcie do mojego poprzedniego posta /tutaj/.



Dzień 5 - FLORENCJA
Na jej temat pisałam już wcześniej dosyć obszerne posty, więc jeśli macie ochotę na więcej, podsyłam linki: 
Tym razem wstępujemy tylko na Piazzale Michelangelo, skąd rozpościera się jeden z piękniejszych /według mnie najpiękniejszy/ widok na Florencję. Będąc w tym miejscu, warto również spacerkiem udać się do kościoła San Miniato al Monte położonego na wzgórzu Monte, żeby z jeszcze wyższej perspektywy spojrzeć na miasto.
 


Dzień 6 - PIENZA I OKOLICE

To bez dwóch zdań esencja Toskanii. Sielskie krajobrazy, rozproszone światło, aleje cyprysowe prowadzące do kamiennych domostw, pofałdowane pola pszenicy sprawiają, że wszyscy chcą tutaj przyjeżdżać. Jest to jeden z powodów dla którego również ja chciałam zobaczyć Toskanię wiosną. 
Jeśli kiedyś oglądaliście typowy kalendarz z toskańskimi pejzażami, to znaczy, że widzieliście dolinę Val d'Orcię, o której bardziej szczegółowo pisałam /tutaj/
Do obiektów absolutnie obowiązkowych, które  należy odhaczyć będąc w okolicy należą: 
* Capella di Vitaleta położona na wzniesieniu w środku pola. Niestety obecnie trwają prace renowacyjne, a teren jest ogrodzony czarną siatką, więc perspektywa zrobienia fajnych zdjęć zupełnie odpada,
* kamienna farma do której prowadzi długa cyprysowa aleja, 
* gospodarstwo agroturystyczne Terrapile, w okolicach którego nagrywana była scena z powracającym do domu Gladiatorem. 
Muszę Wam powiedzieć, że teoria dotycząca niezwykłego światła padającego w Toskanii nie jest ani trochę przerysowana.
 
 
Jeśli chodzi o Pienzę nazywana jest renesansowym miastem idealnym, które przed rokiem 1459 nie istniało. Dopiero Enea Silvio Piccolomini, późniejszy Papież Pius II /nota bene ojciec dwojga nieślubnych dzieci/ postanowił ze swojej rodzinnej wioski uczynić architektoniczne dzieło życia. Niestety zmarł w kilka lat po rozpoczęciu prac, a Pienza nigdy nie rozrosła się do planowanych wymiarów. Może to i dobrze, bo dzięki temu miasteczko jest bardzo klimatyczne i spokojne. W pierwszą niedzielę września na Piazza Pio II odbywają się zawody w toczeniu sera.
Rzeczywiście, kiedy wyjrzy się z Pienzy na południe można się zachłysnąć widokiem:)


 
Dzień 7 - SIENA
Według legendy  Sienę założyli synowie Remusa i Romulusa - Senio i Aschio, którzy uciekając przed Romulusem schronili się w górach i wznieśli zamek Senio. Herbem miasta stało się godło ich rodu - wilczyca karmiąca, a  symbol ten spotykamy praktycznie na każdym kroku.
Siena była etruskim osiedlem i małym miasteczkiem w okresie antycznym. Dogodne położenie przy szlakach  handlowych i miejscowy przemysł włókienniczy stały się podstawą przyszłego bogactwa mieszczan oraz arystokracji.
W XII i XIII wieku zaliczała się do najbogatszych miast Europy. Do dnia dzisiejszego istnieje tu najstarszy europejski bank Monte Paschi di Siena, a bankierzy ze Sieny udzielali pożyczek prawie w całej ówczesnej Europie.
Jeśli chcecie bliżej poznać atrakcje Sieny zapraszam /tutaj/

 
Dzień 8 - VOLTERRA
Stare miasto otoczone murami najlepiej zwiedzać pieszo, lub tak jak my rowerem, ponieważ wewnątrz obowiązuje ograniczony ruch samochodowy.
W Volterze już od połowy XVI wieku  wytwarzano wyroby z alabastru, a obecnie w wielu sklepach można zobaczyć mnóstwo różnych alabastrowych cudeniek. Funkcjonują tutaj także warsztaty, gdzie można podpatrzeć pracę przy obróbce minerału. Alabastrowe miasto z zapierającymi dech w piersiach widokami dokładniej opisałam /tutaj/.
 

Dzień 9 - MONTEFOLLONICO
Senne, ciche i bardzo klimatyczne miasteczko, którego początki sięgają XIII wieku. 
W zasadzie poza dwoma maleńkimi romańskimi kościołami nie ma tutaj żadnych spektakularnych zabytków czy atrakcji. Po prostu samo w sobie jest urocze. Miło jest pospacerować pustymi uliczkami, po których /za wyjątkiem kotów/ praktycznie nikt się nie kręci. Ogólnie rzecz biorąc ten pobyt w Toskanii obfitował w spontaniczną włóczęgę i przebiegał bez zbędnej spiny i jakiegoś szczegółowego planowania. Trzeba było wykorzystać na maksa piękną pogodę, bajkowe okoliczności przyrody, no i oczywiście możliwości jakie daje rower. Jak mawiała Ania z Zielonego Wzgórza:
"Czy to nie wspaniałe, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? 
To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem...
świat jest taki ciekawy...
Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli"
 
 
Dzień 10 - RZYM
Sinalungę od Rzymu dzieli zaledwie dwie godziny, byłoby więc grzechem odpuścić sobie wizytę w Wiecznym Mieście. A skoro wszystkie drogi prowadzą do Rzymu ruszamy więc i my. Nie sposób opisywać jego zabytków, bo to jest temat na co najmniej kilka odrębnych postów, a poza tym jedna wizyta w Rzymie może być tylko wstępnym rekonesansem z nieskrywaną nadzieją na więcej:):)
Mogę jedynie powiedzieć co zrobiło na mnie największe wrażenie, a co ewentualnie rozczarowało, ale czy tutaj może cokolwiek rozczarować? Lepszym określeniem byłoby zaskoczenie. A więc jestem bardzo zaskoczona wielkością, albo raczej niezbyt dużymi gabarytami Placu Świętego Piotra. Szczerze mówiąc myślałam, że jego powierzchnia jest o wiele większa -  przynajmniej tak to wygląda w telewizji.  Z kolei ogrom oraz piękno Schodów Hiszpańskich i Fontanny di Trevi zachwyciły mnie na maksa. I można by tak wymieniać w nieskończoność - Panteon, Forum Romanum, Koloseum...


Dzień 11 - PADWA, AKWILEJA

Jak ten czas szybko leci. Dopiero co zaczynaliśmy naszą przygodę z Toskanią, a już trzeba wracać. W drodze powrotnej wstępujemy do Padwy, Akwilei oraz pewnej urokliwej miejscowości o nazwie Maria Wurth, o której  szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie słyszałam i nawet klikając nazwę w przeglądarce internetowej niewiele można się o niej dowiedzieć. Miasteczko jest bardzo klimatyczne i zupełnie przypomina austriackie Hallstat /tutaj/, którym nota bene jestem totalnie zauroczona.

Jeśli chodzi o Padwę najbardziej w pamięci utkwiły mi charakterystyczne podcienie. Chyba w żadnym innym mieście nie spotkałam ich w takiej ilości.

Padwa kojarzy się głównie z postacią św. Antoniego.  O ile Katedra poświęcona temu świętemu z zewnątrz nie robi jakiegoś spektakularnego wrażenia, to jej wnętrze może zachwycić. Szczególnie freski autorstwa Giusto de Menabuoi’ego powalają na kolana.

Padwa jest również ważnym ośrodkiem akademickim, w związku z czym nie powinien  dziwić widok tabunów młodzieży spacerujących po ulicach, siedzących w kafejkach, czy miejskich murkach.
Uniwersytet w Padwie jest drugim najstarszym uniwersytetem we Włoszech i piątym najstarszym istniejącym uniwersytetem świata. Uczelnia założona została w 1222 roku przez profesorów i studentów najstarszego włoskiego uniwersytetu z Bolonii.

 

Jako zagorzała zwolenniczka i orędowniczka zieleni, zawsze przed wyjazdem orientuję się czy w danym mieście lub jego okolicy nie ma przypadkiem jakiegoś fajnego ogrodu botanicznego.  I co się okazuje? Otóż w Padwie znajduje się najstarszy Ogród Botaniczny w Europie, który w 1997 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Został założony w 1545 roku dla studentów jednego z najstarszych na świecie - Uniwersytetu w Padwie. Dzięki temu studenci medycyny mogli poszerzać swoją wiedzę w zakresie ziołolecznictwa: poznawać właściwości roślin i sporządzać z nich potrzebne lekarstwa. Bardzo chciałabym Wam napisać jak tutaj jest cudownie, pięknie i kolorowo. Niestety nie jest.  Być może dlatego, że ogród z założenia miał pełnić funkcję bardziej praktyczną niż ozdobną. W każdym bądź razie na moje oko  jest on trochę zaniedbany, a ceny biletów zbyt wywindowane. 

 

Akwileja nazywana bywa drugim Rzymem za sprawą licznych rzymskich ruin i zabytków wykopanych na zdecydowanie niewielkiej powierzchni. Najcenniejszą perełką jest  usytuowana w zachodniej części miasta okazała Bazylika Matki Bożej Wniebowziętej (Basilica di Santa Maria Assunta). Pierwotna świątynia została wzniesiona już w pierwszej połowie VI wieku n.e. przez biskupa Teodora. Swego czasu była to jedna z pierwszych chrześcijańskich świątyń wybudowanych po zniesieniu prześladowań chrześcijan. Budowla ta jednak nie przetrwała najazdów barbarzyńców i została zniszczona. 

Kolejny kościół odbudowano dopiero po odzyskaniu przez miasto świetności w pierwszej połowie XI wieku.  Jednak tym co stanowi najcenniejszy element bazyliki jest odkryta na początku XX wieku wczesnośredniowieczna mozaika o powierzchni 760 m². Stanowi ona najstarszy z elementów kościoła i wykonana jest z tysięcy płytek ceramicznych (mniejszych niż paznokieć u kciuka). Mimo, że ma ponad 1600 lat to jest bardzo dobrze zachowana i wypełnia nawę różnorodnością barw, wzorów i obrazów.

Zwiedzając Akwileję warto także odwiedzić Muzeum Wczesnego Chrześcijaństwa pod gołym niebem z rzymską kolumnadą i mozaikami posadzkowymi. W mieście znajdują się także pozostałości dawnego rzymskiego portu rzecznego do których, od bazyliki, prowadzi obsadzona cyprysami Via Sacra. 

W 1998 roku zabytkowa strefa archeologiczna Akwilei wraz z Bazyliką Patriarchów zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Niestety nie mogliśmy wejść do środka bazyliki, ponieważ  odprawiane było niedzielne nabożeństwo i chwilowo obowiązywał zakaz fotografowania oraz zwiedzania.

 

Moi Drodzy:)
Na dzisiaj to chyba tyle - albo aż tyle:):)
 Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze
i zapraszam na kolejne posty:)
 


Toskania - czerwiec 2021

Brak komentarzy: